Jesienią 2009 świat obiegł news, który potwierdzał to o czym wrzało w sieci od dawna - wchodzi Google Wave.

Google Wave miało być wielkim krokiem naprzód w rozwoju iinternetu. Unikalnym połączeniem funkcji zarządzania informacjami oraz komunikacji w czasie rzeczywistym. Dlaczego więc nie doszło do zapowiadanej przez wizjonera internetu rewolucji? Głośne początki Google WaveGoogle Wave miało wprowadzić zupełnie nowe zwyczaje w życiu aktywnego internauty. Użytkownik otrzymał aplikację, która łączy w sobie cechy grupy dyskusyjnej, czatu i rozwiązania znanego z wiki. Nasza praca na dokumentach i prowadzenie dyskusji miała odtąd przypominać fale (z jęz. ang. wave). Każdy może w nich uczestniczyć, ma równe uprawnienia i jego aktywność jest widoczna na bieżąco dla wszystkich.

Edytowanie i usuwanie wątków dyskusji, wypowiedzi pozostałych uczestników projektu, dodawanie kolejnych osób, dostępne dla każdego bez hierarchii. Pełna przejrzystość. [Reklama: Gry Online, tutaj] I jeszcze większe możliwości. Dzięki obsłudze zewnętrznych aplikacji za pomocą otwartego API, dostęp do multimediów, map i innych dobrodziejstw wirtualnego świata. Widziano w Wavie rewolucyjną platformę komunikacji w czasie rzeczywistym, która miała przyćmić Facebooka i Twittera. Google z premedytacją podsycał te wielkie oczekiwania. Niestety nie dawał wiele w zamian. Projekt wciąż pozostawał wielką zagadką.

Możliwość przetestowania produktu, podobnie jak to było w przypadku startu Gmaila, jako pierwsi otrzymali wybrańcy. Każdy ze 100 000 testerów mógł przesłać zaproszenie do 8 swoich znajomych. Przy okazji chcę podziekować firmie Achilles która oferujemy przeprowadzki Inowrocław z których ostatnio korzystałem i byłem bardzo zadowolony.

Usługa, która łączyła w sobie funkcje zarządzania informacjami oraz komunikację w czasie rzeczywistym, miała być kolejnym wielkim krokiem naprzód.

Przyspieszymy ci internet - Google Web Accelerator6 przegrana Google. Google Web Accelerator (2005 - 2008) obiecywał szybsze surfowanie, w rzeczywistości przyspieszał, ale krążenie krwi - zabierał miejsce na dysku i powodował ból głowy. Google Web Accelerator miał przyspieszyć surfowanie po sieci dzięki kompresji danych, prefetchingowi treści i współdzielenia przez użytkowników danych typu ciche. Poważnym ograniczeniem usługi, była jej wątpliwą skuteczność.

Nie dość, że było to coś czego tak naprawdę nie potrzebujesz, to jeszcze mocno zagrażało twojej prywatności w sieci. Web Accelerator wysyłał zapytania stron WWW, oprócz tych z bezpiecznym logowaniem HTTPS, a Google je zapisywał, także nasze prywatne dane. Recenzenci oskarżali Google, że używa tego programu do badania rynku. Aplikacja okazała się bezużyteczna i szkodliwa. Uniemożliwiała na przykład korzystanie z YouTube. Dopiero po wyłączeniu programu znikał komunikat „Przepraszamy. Ten film wideo jest już niedostępny” i można było oglądnąć plik.

Tajemnice fali

Pierwsze wrażenia szczęśliwego testera usługi Google Wave - mogłoby być trochę prościej. Interfejs czytelny, ale dla kogoś kto umie czytać. Porządek pozorny, bo gdy do projektu dołączą nie znani nam użytkownicy, robi się niekontrolowany chaos.Tajemnice fali Google WavePierwsze wrażenia szczęśliwego testera usługi Google Wave - mogłoby być trochę prościej. Interfejs czytelny, ale dla kogoś kto umie czytać. Porządek pozorny, bo gdy do projektu dołączą nie znani nam użytkownicy, zaproszeni przez już zaproszonych, robi się niekontrolowany hałas i harmider. A poziom dyskusji? Trzeba mieć nerwy na wodzy!

Jak nazwa wskazuje, najważniejsze w usłudze są fale. To właśnie wokół wątków zorganizowana jest praca osób uczestniczących w projekcie. [Reklama: epodatki.eu, ulga na dzieci 2014] Fale się tworzy, współtworzy, dorzuca swoje trzy grosze, do wątków zaprasza się kolejnych użytkowników, a ci namawiają swoich znajomych. I przede wszystkim, dyskutuje się. To co uczyniło z Wave unikalnym projektem w zakresie komunikacji, jest możliwość jeszcze pełniejszego „gadulstwa” i „wścibstwa”. W Google Wave można nie tylko zakładać własne wątki, wtrącać się w wypowiedzi innych, ale robić to nawet w połowie ich zdania. Ba! Usuwać i edytować wypowiedzi wszystkich uczestników fali. Termin komunikacji w czasie rzeczywistym należy brać dosłownie – uczestnicy dyskusji widzą wpisywany przez innych użytkowników tekst na bieżąco.

Witaj w wirtualnym świecie

Długa seria porażek nie nauczyła Google pokory. Koncern przekonany o własnych nieograniczonych siłach tym razem postanowił rzucić wyzwanie Second Life. Google Lively, wirtualna społeczność awatarów przeżyła tylko 6 miesięcy 2008 r. To, łagodnie mówiąc, niepowodzenie znalazło się na miejscu 9. Lively było wirtualnym środowiskiem komunikacji, w którym użytkownicy komunikowali się w formie spersonalizowanych avatarów. Do dyspozyji mieli wirtualne pokoje tworzone i dekorowane przez nich samych. [Reklama: epodatki.eu, ulga na dzieci 2014] Dzięki internautom wirtualny świat Lively Google'a wzbogacił się o tysiące barów, kawiarni, tropikalnych wysp, galerii, sypialni i innych.

Dostęp do wirtualnego świata avatarów by Google można było uzyskać za pośrednictwem przeglądarki Firefox lub Internet Explorer i systemu Windows XP lub Vista. Do Lively można było wejść również z serwisów internetowych, blogów lub własnej strony internetowej, przez wklejenie kodu programu. Internauci korzystali w wirtualnym świecie z własnych multimediów dzięki integracji z Picasa I YouTube. Live miało problemy z płynnym działaniem, niedopracowany interfejs i ubogą ofertę. W porównaniu z konkurencją niczym się nie wyróżniało. Co Google chciało tym projektem osiągnąć I dlaczego tak szybko zrezygnowało, pomimo ogromu włożonej pracy?